poniedziałek, 24 listopada 2014

Niezawodny miernik nawrócenia



Jest pewien fragment w Piśmie Świętym, który jest niezawodnym miernikiem nawrócenia.


"Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą! Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane. Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni! Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie".
 
Łk 21, 20-26



Czytając go zazwyczaj czuję lęk, obawę, a w głowie pojawia się mnóstwo pytań... Ale dlaczego? Przecież to Słowo mówi o spotkaniu z Miłością, o realizacji Bożego Królestwa, o naszym powołaniu! Ksiądz Pawlukiewicz powiedział, że chrześcijanin powinien skakać jak osioł ze "Shreka" i krzyczeć "Ja, Panie, ja! Weź mnie!". Otóż to. Ten fragment jest jak papierek lakmusowy. Czytając go widzimy w jakim stopniu nasze serce jest nawrócone. Co czujesz - lęk czy radość ze wyczekiwanego spotkania z Bogiem Ojcem...?


środa, 22 października 2014

Czuwaj!


"Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny." 
(Mt 25, 13)

Czuwać, czyli tak naprawdę co...? 

Czuwać, czyli mieć się na baczności. Uważać na swoje myśli, pragnienia, pożądania - tak by nie przysłoniły one Boga. Czuwać, czyli cały czas stawiać sobie przed oczami perspektywę nieba, wiecznej radości z Ojcem. Czuwać, czyli uważać by zbytnio nie przywiązać się do tego, co ziemskie - pieniędzy, wygód, zdrowia, przyjemności. Czuwać, czyli cały czas stawiać na pierwszym miejscu Boga. 

Czuwać, czyli cały czas mieć świadomość, że moim powołaniem jest NIEBO.




środa, 16 października 2013

Nie chowaj brody!


Zachęcam Cię do sprawdzenia czy przypadkiem nie cierpisz na syndrom "chowania brody". Czym on się objawia? Opieraniem łokci o kolana, a następnie chowaniem w dłonie brody bądź całej twarzy. Towarzyszy temu znudzenie, zniechęcenie oraz marudzenie. Znasz to uczucie? 

A Pan mówi: "Wy zaś tak uczynicie, jak ja uczyniłem: brody nie będziecie przysłaniać, nie będziecie spożywać chleba żałoby, ale mając zawoje na głowach i sandały na nogach, nie będziecie narzekać ani płakać." Ez 24,22-23



Na szczęście na owy syndrom jest pewne lekarstwo. Mówi o tym święty Paweł w jednym ze swoich listów: "Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was." 
1 Tes 5, 17

Wdzięczność niesie ze sobą radość i uleczenie. Dziękując Bogu za wszystko, nawet za to, co trudne pełnisz Jego wolę, a co więcej oddalasz się od pokus Złego. On tego nie znosi. Proszę, zrób mu na złość... :)


wtorek, 15 października 2013

Gdzie jesteś?


Ostatnio usłyszałam zdanie, które totalnie zrewolucjonizowało moje myślenie: "Człowiek wiary to ten, który żyje chwilą obecną.".

Jesteś nim? Jak często żyjesz wspomnieniami bądź zbyt odległymi planami na przyszłość? Czy umiesz być tu i teraz? Człowiek wiary to ten, który żyje na 100%. To ten, który umie docenić każdą chwilę (która jest tylko i wyłącznie darem!), a co więcej w każdej z nich szuka działania Bożej Opatrzności.

Umiesz tak?



Gdy patrzę w przyszłość, ogarnia mnie trwoga,
ale po cóż zgłębiać się w przyszłości?
Dla mnie jest tylko chwila obecna droga,
bo przyszłość może w duszy mojej nie zagości.

Czas, który przeszedł nie jest w mojej mocy,
by coś zmienić, poprawić lub dodać,
bo tego nie dokazał ani mędrzec, ani prorocy,
a więc co przeszłość w sobie zawarła, na Boga zdać.

O chwilo obecna, ty do mnie należysz cała,
ciebie wykorzystać pragnę, co tylko jest z mej mocy,
a chociaż jestem słaba i mała, 
dajesz mi łaskę swej wszechmocy.

A więc z ufnością w miłosierdzie Twoje,
idę przez życie jak dziecko małe
i składam Ci codziennie w ofierze serce moje
rozpalone miłością o Twoją większą chwałę.

(z "Dzienniczka" świętej siostry Faustyny)


poniedziałek, 14 października 2013

Jesteś bogata?


Trafiłam dziś na niezwykły list świętej Małgorzaty Marii Alacoque. Zdradza w nim co tak naprawdę w życiu jest najcenniejsze. Jak się okazuje wcale nie jest to milion wygrany w totolotka, ani najnowszy IPad czy najszybszy samochód. Więc co!?

Skarbem jest POKÓJ SERCA.

Czy masz to szczęście i jesteś jego wyjątkową posiadaczką?

Pokój serca, czyli pewność, że Pan jest z Tobą w każdej chwili, prowadzi każdą najmniejszą Twoją sprawę i słyszy najcichszy szept. Pokój serca, czyli gotowość porzucenia swoich planów dla myśli Bożych. Owy pokój to umiejętność zachowania pogody ducha, w chwili w której o to bardzo trudno. Masz w swoim sercu ten skarb i wiesz, że we wszystkim co się dzieje jest Niebieski zamysł?

„Nade wszystko zaś zachowajcie pokój serca, który przewyższa wszystkie skarby. Do jego utrzymania nic bardziej nie pomaga jak wyrzeczenie się własnej woli i przyjęcie zamiast niej woli Bożego Serca, aby ta dokonywała w nas wszystkiego, co służy Jego chwale, my zaś abyśmy z radością poddali się jej i we wszystkim jej ufali.”

św. Małgorzata Maria Alacoque





wtorek, 8 października 2013

Jak jest z Twoim wzrokiem?


W każdym z nas jest cząstka zapracowanej Marty i odrobina zasłuchanej Marii. Jednak Pan Jezus powiedział, że to właśnie Maria obrała „tę najlepszą cząstkę”. Czy w takim razie domowa krzątanina Marty była czymś złym? Myślę, że nie. Z resztą Pan Jezus tego nie powiedział. Przyjrzyj się Marcie i Marii dokładnie, każdej z osobna. Co ich różni? 

To, że Maria miała Jezusa cały czas przed oczami, była w Niego wsłuchana, zaś Marta widziała Jezusa tylko kątem oka, słyszała za pewne co drugie Jego słowo...



Spróbuj czy to będąc w pracy, czy krzątając się w domu nie zgubić tej najlepszej cząstki; spróbuj nie zgubić Jezusa sprzed swoich oczu. Nie daj codziennym obowiązkom zagłuszyć Jego głosu w twoim sercu.


„Troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.”

Łk 10, 41-42


poniedziałek, 7 października 2013

Już nie pytaj


Kiedy podczas spotkania z Archaniołem Gabrielem Maryja usłyszała, że „dla Boga nie ma nic nie możliwego” o nic już nie pytała, wyraziła jedynie swoją gotowość do współpracy: „oto ja, służebnica Pańska”.

To niesłychanie trudna sprawa dla nas, którzy uwielbiamy wszystko wiedzieć i wielką niewygodę sprawia nam, gdy czegoś nie możemy pojąć swoim rozumem. A może gdyby tak spróbować zaufać jak Maryja i zostawić wszystkie swoje ludzkie dochodzenia spraw? Spróbuj jak Ona wyeliminować ze swoich rozmów z Panem Bogiem znak zapytania. Nie pytaj jak, ale uwierz, że Twój Niebieski Ojciec jest wszechmogący. Dla Niego nie jest problemem dać życie tam, gdzie krąg profesorów medycyny stwierdza niepłodność; nie jest trudnością wlać miłość do rodziny, gdzie od lat króluje nienawiść i brak przebaczenia; z łatwością może pomóc znaleźć Ci wymarzoną pracę choć Ty nie możesz jej znaleźć od kilku miesięcy…


Im mniej pytasz, tym Jemu jest łatwiej działać.



sobota, 5 października 2013

Jak bardzo pragniesz nieba?


Czy też zauważyłaś jak bardzo łatwo ulegamy trendom dzisiejszego świata? Mamy już zakodowane, że powinnyśmy być piękne i zgrabne jak damy z okładek, wykształcone z plikiem dodatkowych kursów i dyplomów w ręku, a do tego świetnie znające się na tysiącu innych spraw. Szukanie odpowiedzi JAK TO ZROBIĆ zaprząta nam głowę oraz zabiera masę naszego czasu. Często niestety jest też przyczyną wielu trosk i zmartwień....

A czy aby nie zapomniałyśmy o najważniejszym? Otóż to nie pytanie o kolejne studia, o zapisy na pilates i trzeci z kolei kurs są najistotniejsze. Kiedy zadałaś sobie ostatnio pytanie: CO MAM ZROBIĆ BY DOJŚĆ DO ŚWIĘTOŚCI? KIM MAM BYĆ I JAKA MAM BYĆ, BY BYŁE TO MIŁE PANU BOGU?

Absolutnie nie mówię, że pragnienie doskonalenia się jest złe! Złe jest gdy spycha ona pragnienie nieba na boczny tor. Tak naprawdę dopiero znajdując się na swojej ścieżce do świętości osiągniemy szczęście i poczucie spełnienia (takie jakie możliwe jest doznać tu, na ziemi).

Jestem przekonana, że nie jedna Mama trójki dzieci, która budziła swoje pociechy co dzień i przygotowywała im śniadanie przez kilkanaście lat z rzędu, ale robiła to z prawdziwą miłością - jest święta. Tak samo siostra zakonna, która przez ćwierć swojego życia pracowała w kuchni, obierała warzywa i kroiła mięso, ale jednocześnie miała serce przepełnione życzliwością i dobrocią- jest święta.



Pan Bóg nie wymaga od nas rzeczy wielkich i spektakularnych! On nie zapyta nas po śmierci o ilość dyplomów i skończonych kursów, ale zapyta ile miłości wkładałyśmy w naszą codzienną pracę, jak bardzo kochałyśmy drugiego człowieka, jak bardzo pragnęłyśmy nieba...


"O Jezu mój, jak łatwo można się uświęcić - potrzeba tylko odrobinę dobrej woli. Jeżeli Jezus spostrzeże w duszy tę odrobinę, tej dobrej woli, to śpieszy się ze swoim oddaniem duszy i nic Go powstrzymać nie może, ani błędy, ani upadki, nic zgoła. Jezusowi jest pilno tej duszy dopomóc, a jeżeli dusza jest wierna tej łasce Bożej, to w bardzo krótkim czasie dusza może dojść do najwyższej świętości, do jakiej stworzenie tu na ziemi dojść może. Bóg jest bardzo hojny i nikomu łaski swojej nie odmawia, więcej daje, aniżeli my Go o to prosimy. Wierność w wypełnianiu natchnień Ducha Świętego - to najkrótsza droga."
św. siostra Faustyna



środa, 22 maja 2013

Spójrz w dół


Stopy. Czasem niezbyt ładnie pachnące, często zmęczone. Delikatne, bo to właśnie one narażone są na wszelkie niebezpieczne przedmioty na drodze. 
  
Stopy. To właśnie je Jezus umył swoim uczniom tuż przed swoją śmiercią. Chwilę przed podarowaniem im przykazania miłości. 

Stopy? Miłość? Jak to połączyć?

By umyć komuś stopy trzeba się zniżyć. Musowo jest uklęknąć i usłużyć drugiej osobie. Trzeba się też przełamać, nie dla każdego może być to czynność wyjątkowo przyjemna. A mimo to Jezus zachęca nas do wzajemnego mycia sobie stóp. Myślę, że w ten sposób zachęca do miłości, do pokochania w drugim człowieku tego, co jest w nim najtrudniejsze, do zaakceptowania jego wad i słabości. Czy zdajemy sobie z tego sprawę?



Może gdy brakuje nam siły i pokory, a górę bierze egoizm warto spojrzeć w dół i spojrzeć na stopy, które przypomną, że naszym zadaniem jest kochać w drugim to co najsłabsze?

wtorek, 29 stycznia 2013

Pietruszkowy eksperyment


Krojąc wczoraj pietruszkę na rodzinny obiad nagle zobaczyłam coś niesamowitego… Czy jesteście świadomi jak zachwycające wzory ukazują się naszym oczom po przekrojeniu pietruszki? Myślę, że nie powstydziłby się ich żaden home- bądź art-designer! :) „Panie Boże, Ty to masz głowę” – pomyślałam. „Dbasz o takie szczególiki!”



„Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.” 
Mt 6, 29 

Jeśli stworzenie wokół jest tak piękne, czy dostrzegasz również jak wielkim arcydziełem naszego Stwórcy jesteś TY? Nie ma dwóch takich samych płatków śniegu, nie ma dwóch identycznych marchewek… Twórczość Boga nie ma granic! Zobacz więc jak jesteś wyjątkowym, niepowtarzalnym i unikatowym dziełem Pana! :)




poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wołaj "Tato!"


Każdy z nas pełni w życiu masę ról. Na pytanie: „kim jestem?” zazwyczaj odpowiadamy: „żoną, mężem, mamą, tatą, córką, synem, siostrą, bratem, przyjaciółką, przyjacielem, studentem uczelni X albo pracownikiem firmy Y”. Wymieniać tak można bardzo długo.  Jednak przy tej wyliczance mało kto pamięta odpowiedzieć, że jest również dzieckiem Bożymcórką bądź synem samego Wszechmogącego Boga.

Niektórym trudno przyjąć ten fakt, ponieważ nijak nie mogą odnaleźć się w tej królewskiej roli i przyjąć to Boże synostwo. A może ich ojcowie nie zbyt dobrze wywiązują się z rodzicielskiego obowiązku, przez co trudno zacząć traktować samego Boga jak troskliwego i czułego Tatę.  Myślę, że też po to Pan obdarzył nas wyobraźnią! 

Spróbuj odnaleźć w swoim sercu kogoś do kogo masz wielki szacunek i zaufanie; osobę z której zdaniem niezwykle się liczysz; w której widzisz wielkie pokłady ciepła. Może będzie to Twój wujek, może tata przyjaciela bądź któregoś ze znajomych albo ktoś zupełnie inny. Ktoś, kto najbardziej budzi w Tobie poczucie bezpieczeństwa. A teraz wyobraź sobie, że Bóg jako Twój niebieski Tata jest pod każdym Twoim wybranym aspektem MILION RAZY BARDZIEJ. Po prostu BARDZIEJ. Bardziej troskliwy, kochany, cierpliwy, wyrozumiały itd… Wyobrażasz to sobie? Niezwykłe, prawda? Nie zapomnij, że w każdej sekundzie możesz się do Niego zwrócić. On tylko na to czeka. 
Po prostu wołaj: „Tato!”.




„Miłosierny jest Pan i łaskawy, 
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.”

Ps 103, 8

wtorek, 22 stycznia 2013

Niewiasto, w co ubierzesz swoją duszę?!


Każdy kolejny nowy etap w życiu przynosi ze sobą mnóstwo pytań. 22 dni temu szalona noc sylwestrowa wprowadziła nas w 2013 rok. Może Tobie też, jak wielu innym kobietom zaglądającym do swojej szafy, od razu przychodziło na myśl pytanie: co będzie modne w tym roku? Jakie kolory, fasony, dodatki...? Może pomocą były wystukane w wyszukiwarce  nazwiska sławnych projektantów mody. Przecież oni znają się na rzeczy, oni pomogą być modną.




A czy zadałaś sobie kiedyś pytanie w co ubrać swoją duszę!? Kiedy nie przystrajamy jej pięknymi cnotami i dobrymi uczynkami traci ona swój blask i Boże światło.  

Poradźmy się w tej kwestii eksperta, najlepiej świętego Pawła z Tarsu. W jednym ze swoich listów pisze: 

"Jako więc wybrańcy Boży - święci i umiłowani - przyobleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni!" 

(Kol 3, 12-15)

Przyodziej się w miłosierdzie, czyli skończ z wyrachowaniem, a otwórz swoje serce na drugiego. Niech jego dobro będzie Tobie milsze, niż własne. Bądź pokorna, nie graj siłaczki, ale spróbuj zaakceptować swoje słabości i kompleksy. Nie zapomnij o cichości. Nie bądź wrzaskliwa, słuchaj. Nie bez powodu masz parę uszu i jedne usta. Załóż na siebie szal cierpliwości, którym owiniesz wszystkie niezdrowe oczekiwania. A przede wszystkim ubierz się w piękną suknię miłości, która nada Twojej duszy niewysłowiony wdzięk, a sercu zapewni pokój, który wygładzi każdą Twoją niedoskonałość... 

Zatroszcz się o swoją duszę. Bez pięknej duszy, nie ma pięknego ciała. Jej blask promieniuje na zewnątrz. Na pewno lista Twoich zadań do zrealizowania w 2013 roku jest długa. Może warto do niej dopisać też troskę o własną duszę? Poradź się Ducha Świętego co masz robić, gdzie szukać. Proś Maryję, by uczyła Cię być piękną. Przecież kobieta kobietę najlepiej zrozumie. :) 





czwartek, 5 kwietnia 2012

Bądź, dawaj, kochaj.


Niesamowity jest Wielki Czwartek. Chyba nigdy nie będę umiała wyrazić swojej wdzięczności Bogu za Eucharystię. Nie pojmuję: Bóg, który nie zna granic dał się zamknąć w małym, białym kawałku chleba. Sam Chrystus przychodzi do mnie pod tą kruchą postacią i nagle ja, słaba staję się z NIM JEDNYM. Jest bliżej niż nikt inny. Zdajesz sobie z tego sprawę?

Oby zawsze spotkanie z Nim przybliżało Ciebie, i mnie do jeszcze doskonalszej postawy eucharystycznej - bądź, dawaj, kochaj. 



"Eucharystia - jako ofiara, jako obecność, jako uczta, jako pamiątka - mówi coś bardzo ważnego i bardzo konkretnego dla naszych codziennych decyzji, dla tego to, co robimy w naszych małżeństwach, w rodzinie, na naszych uczelniach, w pracy. Mówi: im bardziej siebie dajesz innym, tym bardziej siebie odnajdziesz, im mocniej kochasz, tym bardziej powinieneś siebie ofiarowywać, im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz. To jest właśnie postawa eucharystyczna."

Zbigniew Nosowski


czwartek, 8 marca 2012

Jesteśmy genialne! (tylko dla dam)


Na Jasną Górę przyszedł kiedyś pewien mężczyzna i poprosił o spowiedź, po dwudziestu latach. „Co się stało, że dziś właśnie postanowiłeś się wyspowiadać?” – pyta spowiednik. „Jechałem w jednym przedziale z młodą dziewczyną. Otaksowałem ją oczyma jak wszystkie inne kobiety. Czytała książkę, raz popatrzyła na mnie. Wysiadając jeszcze raz podniosła oczy. l więcej nic. Nie powiedziała ani słowa, nagle poczułem się taki brudny, taki strasznie zły, że wysiadłem z pociągu i przyszedłem tutaj. Proszę mi pomóc, Ojcze, dobrze się wyspowiadać, bo sam pewnie nie potrafię”.

Jan Paweł II nazwał to „kobiecym geniuszem”. Im bardziej kobieta troszczy się o swoją kobiecość, docenia ją, rozwija tym większe dzieją się cuda. Nie musi nic mówić, a samą swoją postawą i obecnością przemienia ludzi wokół siebie. Jest jak flakonik świeżej, źródlanej wody w upalny dzień…




Kochana, mam nadzieję, że odkryłaś w sobie ten „geniusz” oraz cieszysz się swoją kobiecością nie tylko od święta; kiedy Twój tata, brat, chłopak albo kolega z pracy 8. marca wręcza Ci czerwonego tulipana. Chciałabym się podzielić z Tobą czymś co odkryłam jakiś czas temu; czymś co, daje mi niesamowitą radość i poczucie dumy z faktu bycia kobietą. Pokochałam Maryję. Zachwyciłam się Nią, a Ona jak dobra Przyjaciółka wzięła mnie za rękę i zabrała w podróż do pełni kobiecości. Uczy mnie jak być piękną, delikatną, czujną, kochającą, pomocną, dostrzegającą, wrażliwą… Pokazuje jak kochać Jej Syna i ludzi, których Pan stawia obok mnie. Im bardziej zażyła relacja, tym większa radość! Jak ją poznać? Jest wiele dróg. Ja lubię różaniec. Tam Maryja uczy mnie cierpliwości i wielkiego zaufania w moc wszechmogącego Boga. Otwieram też często fragment Ewangelii św. Łukasza o zwiastowaniu i zachwycam się Jej „fiat”wypowiedzianym do Archanioła. Czasem wracając do domu śpiewam pod nosem „Magnificat”, bo jakoś z Nią łatwiej mi wielbić Pana. Nauczyłam się modlitwy św. Bernarda, bo gdy czytam, że „nie opuści Ona tego, kto Jej pomocy wzywa, Jej ratunku czeka” przechodzą mnie po plecach ciarki. A gdy otworzę rano oczy oddaję się pod Jej obronę, Świętej Bożej Rodzicielki. Na biurku wśród zdjęć rodziny i Przyjaciół jest też miejsce dla Niej. Nie raz, gdy brak sił, uśmiechu, spogląda na mnie ciepłym, matczynym spojrzeniem i… jest lepiej.

Kochana! Nie bój się wołać „Maryjo, wzorze kobiecości módl się za nami!”. Daj się Jej poprowadzić. Dojrzewaj razem z Nią, a zobaczysz jakie będą dziać się cuda. Nie tylko w marcu. Pamiętaj, jesteśmy naprawdę genialne!


wtorek, 6 marca 2012

All You need is love!



Modlitwa, post, jałmużna… Szczególnie mocno przypominamy sobie o nich w Wielkim Poście. To takie małe drogowskazy, które mają nam pomóc dojść w wielkanocny poranek do pustego grobu Pańskiego, żeby tam zaśpiewać „alleluja!”.

O co jednak tak naprawdę chodzi w tym wielkopostnym trio? Czy nagle mam odmawiać trzy różańce dziennie, co piątek jeść tylko chleb i pić wodę, a połowę pensji oddać na „Caritas”? Może i tak… Ale sens jest ukryty głębiej… Te trzy: modlitwę, post i jałmużnę łączy…. miłość.



Modlę się, by bardziej okazać swoją miłość do Boga.
Poszczę, bo z miłości chcę złączyć się z Chrystusem w kalwaryjskiej męce.
Oddaję swój czas, siebie, pieniądze, ponieważ chcę być wrażliwsza na drugiego, który jest obok mnie. Chcę go mocniej kochać.

Nie zapędźmy się w tym wszystkim.  W Wielkim Poście nie chodzi o rozdzieranie szat i przybieranie posępnej miny. Mamy po prostu mocniej kochać. Gdy kochamy nasze oczy są jaśniejsze, radośniejsze. Łatwiej wtedy będzie dostrzec zmartwychwstałego Jezusa. 

sobota, 3 marca 2012

Nie psiocz na swój krzyż...


Smuci nas, gdy coś nie idzie zgodnie z planem. Złościmy się, kiedy kolejny raz coś się nam nie udaje. Irytują nas nasze słabości. Tracimy siły do trudnych relacji z bliskimi. 

Nie lubimy nieść swoich krzyży... 

Często protestujemy. Uciekamy i szukamy łatwiejszej drogi.

Stop! 

A gdyby spojrzeć na to z drugiej strony? Gdyby w tym wszystkim, co trudne zauważyć wielką łaskę od Boga? Okazuje się, że oto to, z czym nie dajemy sobie rady, uświęca nas. Pokorniejmy się. Schylamy się niżej. Szukamy Bożej pomocy. 

Nie psioczmy na nasze krzyże, szczególnie te codzienne. Może to właśnie trudy ich dźwigania będą naszą jedyną przepustką do nieba?

Ucałujmy krzyż. 
On uświęca. 



niedziela, 5 lutego 2012

PrzeźroCZYSTY


A propos śnieżycy w Rzymie, przypomniała mi się ostatnia niezwykła podróż na Watykan :) 

Wielkie wrażenie zrobiła na mnie Bazylika świętego Piotra. Szczególnie "Oko Kościoła", czyli witraż Berniniego przedstawiający Ducha Świętego. Promienie słońca uwypuklały jego piękno. Wlewały do bazyliki przyjemną, bursztynową poświatę, które nadawała wnętrzu wyjątkowego ciepła. Bez światła jednak stawał się on mało widoczny. Tracił swój urok, gubił swoje przeznaczenie.



Uwielbiam witraże. Wyjątkowo adekwatne wydaje mi się porównanie naszego życia to takiego dzieła sztuki autorstwa Pana Boga. Składa się ono z setek małych kolorowych szkiełek. Niektóre są jaśniejsze, to te radosne i przepełnione nadzieją chwile w naszym życiu. Są też i kawałki w ciemniejszych barwach. To okresy trudne i ciężkie. Momenty w których pojawiło się cierpienie, bunt czy niezrozumienie. Gdy wszystko to ułoży się w zgrabną kompozycję, gdy spojrzymy na nasz witraż z odpowiedniej perspektywy, zauważymy jak jest niesamowicie piękny. By w pełni zachwycał będzie brakowało tylko jednego – światła słońca. Potrzeba nam „Prawdziwej światłości”- Jezusa. Jego światło uwypukla niezwykłość dzieła, jakim jest nasze własne życie. Sakramenty święte, modlitwa, kontakt ze Słowem Bożym, ciągłe wzywanie Ducha Świętego, przyjaźń ze świętymi to te szczelinki, które pozwalają rzucić światło na nasze życie, nadają przeźroczystości. Pomagają skupić wzrok na tym, KTO jest naprawdę ważny. 


„Modlę się Panie żebym nie zasłaniał
był byle jaki ale przezroczysty
żebyś widział przeze mnie [...]” 

ks. Jan Twardowski


Myślisz, że jesteś przeźroczysty?

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Którędy droga?


Masz świadomość, że dziennie podejmujemy nawet kilkadziesiąt przeróżnych decyzji!? A przecież niektóre wcale nie są łatwe. Dotyczą naszej przyszłości - powołania, pracy, studiów... Potrzeba tu wiele mądrości i rozwagi. Jako chrześcijanie jesteśmy też wezwani do tego, by we wszystkim szukać woli Pana Boga.  Choć to trudne, jest to wyzwanie, które naprawdę warto  (i trzeba!) podjąć! Kiedy powoli pragnienia Boga wobec Ciebie będą stawały się i Twoimi poczujesz jak jest to fascynujące! Rozpocznie się wtedy miłosne patrzenie w jednym kierunku. Musimy się więc cierpliwie uczyć rozeznawania...

Wiem. Wiem, jak ciężko jest nieraz rozeznać sprawę i podjąć dobrą decyzję. Z pomocą przyszedł dziś św. Ignacy!

"Święty Ignacy zachęca, aby wyobrazić sobie, że w sprawie, którą rozeznajemy, udzielamy rady najlepszemu przyjacielowi. Co byśmy mu poradzili? Można też wyobrazić sobie, że leżymy na łożu śmierci i w myślach ponownie przyglądamy się własnemu życiu. Jakie życiowe wybory chcielibyśmy wspominać w takiej chwili? Należy mieć nadzieję, że byłyby to wybory pełne miłości, wiary i nadziei."

Richard Leonard SJ




sobota, 28 stycznia 2012

Gdzie ten cud?!


Jakiś czas temu poznałam osobę mieszkającą w Sokółce na Podlasiu. Kiedy usłyszałam skąd pochodzi na myśl natychmiast przyszedł mi artykuł, który niedawno przeczytałam. 

Trzy lata temu miał tam miejsce cud eucharystyczny. Na jednym z komunikantów już po przeistoczeniu pojawiła się kropla krwi. Komunikant poddano specjalistycznym badaniom. Specjaliści patomorfolodzy z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku uznali, że materiał jest cząstką mięśnia sercowego w agonii.

Zaaferowana więc, nie myśląc nic, od razu zapytałam: A widziałaś ten cud?!

Ona uśmiechnęła się, popatrzyła na mnie i z wielkim spokojem powiedziała: "Oczywiście! Widzę go codziennie na każdym ołtarzu!"
















Zrobiło mi się głupio... 


Szukamy "duchowych  fajerwerk", a Ty, Jezu jesteś tak blisko. 

piątek, 20 stycznia 2012

Najświętsza sekunda


"Eucharystia musi być centrum Twojego życia!" usłyszałam kilka lat temu podczas szkolnych rekolekcji. Nie zrozumiałam tego do końca, ale uznałam, że pewnie tak musi być. Jakiś czas po tym dostałam od jednego z księży maleńką książeczkę o Eucharystii. O ciele i krwi Pana. "Jak podrośniesz do zrozumiesz!" Trochę się wtedy oburzyłam... No, jak to!?



Od tamtej pory trochę spokorniałam. Znam już masę teologicznych definicji, co wcale nie oznacza, że wszystko rozumiem. Rozumiem bardzo mało. Co wiem? Wiem już, że to prawda. Eucharystia musi być w centrum, ponieważ jest źródłem siły! Jest jak kostka gorzkiej czekolady w czasie sesji... :) Jak filiżanka kawy po nieprzespanej nocy. Jest jak uśmiech Przyjaciela, który pomaga w trudnej chwili. A sam moment przyjęcia ciała Chrystusa? Jest najświętszą sekundą każdego dnia... Nie ma piękniejszej. Co jeszcze wiem? Chyba tylko tyle, że Jezus o stokroć bardziej chciałby być w kochającym ludzkim sercu, niż w złotej puszcze w tabernakulum. Zrobisz coś z tym?